Mikołaj Czyż
Psychoterapia i Warsztaty
29 12 2015

„Seks — używka” wywiad o uzależnieniach i relacjach

Zapraszam do lektury wywiadu Magdaleny Felis z Dorotą Biały i ze mną. Rozmawialiśmy o uzależnieniach – w tym od seksu – i o związkach.

Materiał został opublikowany w Urodzie Życia, styczeń, 2016, w dziale „Psychologia”, na stronach 92-95.

Magdalena Felis: Czy istnieje uzależnienie od seksu? I jak je odróżnić od zwyczajnego „rozrywkowego” stylu życia, w którym zdarzają się erotyczne przygody?

Dorota Biały: Seks i stan upojenia z nim związany, podobnie jak hazard, narkotyki czy alkohol, w pewnych warunkach staje się „używką”. Psycholodzy mówią o uzależnieniu od seksu, kiedy człowiekowi potrzebna jest pomoc w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. W takiej sytuacji seks bywa wyłącznie obietnicą czegoś. Bliskości? Ekstazy? Może władzy? Na pewno czegoś, do czego na co dzień nie ma on dostępu.

Kiedy tak się dzieje?

DB: Taki człowiek tęskni do jakiegoś stanu, czegoś pragnie, ma jakieś potrzeby, np. bliskości, ale ze względu na wychowanie, konflikt wewnętrzny, obowiązujące reguły czy własne ograniczenia nie może sobie tego zapewnić. Jednocześnie bardzo pragnie, a nie potrafi być w bliskiej relacji z drugą osobą. Wówczas zaczyna używać do tego seksu, coraz częściej i intensywniej. Paradoks polega na tym, że właśnie „używając” seksu, nie zbliżamy się do drugiego człowieka lecz przeciwnie – oddalamy się jeszcze bardziej. Na tym polega zresztą każdy mechanizm uzależnienia – od papierosów, alkoholu, cukru, seksu, hazardu. Sięgamy po nie, żeby nas przeniosły jak helikopter ponad granicami naszej tożsamości i codziennych ograniczeń, by jak najszybciej dotrzeć do upragnionego stanu.

Mikołaj Czyż: A przecież nie możesz się w ten sposób zbliżyć do drugiej osoby, bo ona jest traktowana instrumentalnie. Sięgasz po coś, czegoś ci brakuje, masz mgliste wyobrażenie, co to jest i choć pociąg jest realny, coś jednak ci nie pasuje w tej sytuacji. Bo uzależnienia mają to do siebie, że zawsze wyobrażenie, czyli „sen” o tym, co się stanie, jest mocniejsze niż to, co się potem realnie dzieje. Między oczekiwaniami a rzeczywistością jest przepaść. Choć oczywiście w życiu tak bywa, że czasem nie możemy sobie zapewnić czegoś tyle, ile potrzebujemy. Wtedy możemy malować obrazy, złościć się albo pisać książki – poszukiwać i próbować. Albo możemy używać „protez”, żeby poczuć się lepiej.

Na przykład portalu randkowego do znalezienia mężczyzny na jedną noc bez mamienia się, że to miłość mojego życia?

MCz: Jeśli chcemy znaleźć kogoś o odpowiednich cechach i preferencjach seksualnych i decydujemy się posłużyć portalem internetowym, to jest on tylko narzędziem. Takim samym jak telefon.

A jeżeli takie narzędzie zaczyna zabierać mi życie? Jeżeli zaczynam zaniedbywać przez to pracę, rozpada się mój związek?

MCz: Zazwyczaj każdy ma w sobie „drugą stronę”, tę która obserwuje i orientuje się, że coś jest nie tak. Widzi pojawiający się kłopot.

Tylko że my, często wbrew faktom, wierzymy, że kontrolujemy sytuację, że jutro przestaniemy, wylogujemy się z portalu, nie kupimy alkoholu itd.

MCz: Tak się dzieje, jeśli nie słuchamy tej drugiej, obserwującej strony samego siebie. Bo zwykle prowadzimy wewnętrzny dialog. I jedna strona zachęca: Szalej! A druga strona mówi: Słuchaj, coś jest nie tak. Zaniedbujesz siebie, rodzinę, nie rozmawiasz z żoną.

DB: Zawsze są w nas te dwie strony. Tylko czasem myślimy, że jesteśmy monolitem.

Rozmawiamy o uzależnieniu od seksu w kontekście innych uzależnień. Tymczasem mam wrażenie, że właśnie seks i seksoholizm otoczone są nimbem czegoś niezwykłego, pożądanego i elektryzującego.

MCz: Jeśli ktoś widząc osobę uzależnioną od seksu, myśli sobie: ten to ma dużo czegoś dobrego – to pewnie ma takie podejście. Ale jeśli zobaczy tę osobę pełniej, to zorientuje się, że ona jest w dramatycznym, nierozwiązanym konflikcie z samym sobą. I że płaci za to olbrzymią cenę.

DB: Im bardziej człowiek jest uzależniony, tym bardziej brakuje mu tego, czego szukał. Aż w końcu dociera do miejsca, gdzie jest już wyłącznie smutek. Nie tylko dla niego, ale i dla partnera. Bo ten partner jest współuzależnieniony. Ich relacji tak naprawdę nie ma, bo jest niemożliwa. To tylko rodzaj wspólnego snu.

Niektórym łatwiej jest jednak zaakceptować, że mąż przepija pieniądze, niż że wydaje je na kochanki.

MCz: Partner w relacji z człowiekiem uzależnionym traktowany jest przedmiotowo, nie podmiotowo. A jeśli jesteś przedmiotem, to co za różnica, czy zielonym, czy niebieskim? W obu przypadkach uzależniony nie jest zainteresowany partnerem, nie widzi go, nie myśli o nim, używa go. W drugą stronę jest tak samo.

To znaczy?

MCz: Powiedzmy, że kobieta zdradza, jest uzależniona od seksu, a jej życiowy partner stoi po stronie „prawdziwej miłości”. I to mu daje uczucie pewnej wyjątkowości. Bo w imię miłości przebacza, jest wyrozumiały, czeka na jej opamiętanie, cierpi. Tylko że to jest oszustwo. Bo nawet jeśli naprawdę wierzy w tę miłość, to tutaj ani jej nie daje, ani nie dostaje.

Na pewno nie dostaje?

MCz: Jeżeli partnerka jest poważnie uzależniona, to nie jest w prawdziwej relacji, nie może być. Bo żeby taka relacja w ogóle zaistniała, trzeba choć na chwilę wyrwać się z uzależnienia. Zrobić trochę miejsca na budowanie świadomości tego, co się dzieje, świadomości siebie i drugiej osoby.

Czy taka sytuacja świadczy o jej egoizmie i okrucieństwie?

DB: To obie strony razem fundują sobie taki los. W związku nigdy nie wiadomo do końca, kto pierwszy czegoś nie zrobił lub zrobił. Jeśli ona czegoś nie może dostać w tej relacji i zaczyna szukać gdzie indziej, być może dzieje sie tak właśnie dlatego, że partner był na nią głuchy? A może dlatego, że ona nie umie zadbać ani o siebie, ani o tę relację? Więc nie można wykluczyć, że obie strony były w jakimś sensie okrutne. Ale to oczywiście nie tłumaczy uzależnienia, tylko mówi coś więcej o tym, co dzieje się między nimi.

Ale czy poczucie braku musi wynikać z relacji z partnerem? Komuś może przecież brakować na przykład sukcesu zawodowego. Więc loguje się na jakiś portal, w trzy minuty uwodzi nieznaną osobę i czuje się jak demon seksu. I coś sobie tym kompensuje.

MCz: Jeśli ona nie ma sukcesu zawodowego i potrzebuje go czymś zastąpić, to może przyjść do swojego partnera i powiedzieć: Słuchaj, potrzebuję tego i tego. I nie widzę innego sposobu. Może ty widzisz jakieś rozwiązanie?

DB: Albo pyta: co ty na to? Wtedy to jest prawdziwa relacja. Nie ma jej natomiast wtedy, kiedy mówi: masz mi zrobić tak, żeby mi było dobrze.

MCz: Jeżeli zaczyna szukać na zewnątrz i wyklucza partnera, to też jest to bardzo mocny sygnał złej jakości relacji z partnerem.

Złej czyli jakiej?

MCz: „Chcę cię oszukiwać, chcę cię utrzymywać w stanie niewiedzy, bo gdybyś wiedział, to byś zrobił coś, czego ja nie chcę”. Człowiek uzależniony pochłonięty jest jedną myślą. Zastanawia się, jak zarządzać drugą osobą i całym światem, żeby mógł dalej tkwić w uzależnieniu.

No dobrze. Załóżmy jednak, że ktoś kogoś przyłapał albo uzależniona osoba złamała się i przyznała. Przeprasza, tłumaczy, że jest chora. Czy druga strona ma wtedy myśleć: „on jest chory”, czy też uznać, że „ten drań ma mnie gdzieś, oszukiwał mnie jak ostatniego frajera”.

DB: Tak, oczywiście, można tak zareagować. Ale można też wtedy szczerze sobie powiedzieć, co się dzieje. I zapytać samego siebie: jakie ja mam korzyści z bycia w tym związku, z tej sytuacji? Dlaczego tu jestem? Co ze mną się dzieje?

MCz: Bardzo ważna jest precyzja w ocenie swojej reakcji: co czuję? Czemu chcę „uciąć łeb”? Mamy różne myśli, ale często niektóre od siebie odsuwamy, bo wydają się za trudne. Ale jeśli „wycinamy” część swoich reakcji, to wspieramy niebezpieczny układ. Dlatego musimy uświadomić sobie wszystkie reakcje. To, że on cię wkurza. Że cię zranił. Że chcesz go zabić. W tych uzależnieniowych historiach bardzo ważne jest pytanie: co się NAPRAWDĘ dzieje? Jak zaczynasz się nad tym zastanawiać, rośnie twoja świadomość.

Uzależnienie w związku

Powiedzmy, że uzależniona osoba obiecuje poprawę, a partner czy partnerka daje jej drugą szansę. W przypadku alkoholika polegałoby to na tym, że na odwyku całkowicie przestaje pić, uzależniony od seks-czatów kasuje wszystkie konta na portalach randkowych. A uzależniony od seksu… przestaje go uprawiać także w związku, który chce ocalić?

MCz: W wychodzeniu z uzależnienia potrzebna jest jasność. Musimy wiedzieć, czy ktoś naprawdę się zmienia, czy tylko realizuje program, który służy utrzymaniu związku.

DB: Stawianie sprawy w taki sposób: „nie będziesz tego i tego robić, od tego i tego momentu”, oznacza tak naprawdę, że w związku używana jest siła, przymus. A może właśnie takie zachowanie było już wcześniej przyczyną problemów? Dlatego, żeby cokolwiek miało sens, to osoba uzależniona musi autonomicznie podjąć decyzję, czy chce się leczyć, czy nie.

MCz: Ona musi sobie odpowiedzieć, czy jest w stanie wybierać. Czy umie odróżnić, czego nie chce, a czego chce. Jeśli tego nie zrobi, pozostanie jej tylko ugięcie się pod presją i powiedzenie: „Przecież już wyłączyłam wszystkie konta!”. Jednak w głowie nic nie wyłączyła. Więc nic się nie zmienia.

Załóżmy, że ona idzie na terapię, bo podjęła taką decyzję. Co dzieje się z tym związkiem? Co ma zrobić partner?

DB: Przyjrzeć się sobie. Zastanowić się, jak bardzo wspiera ten mechanizm. Często się zdarza, że w takim związku druga osoba często nie jest w stanie być w sensie podmiotowym w relacji, tylko wszystko robi w kontekście partnera. Nie może go stracić z oczu, żeby zająć się swoim życiem. Zamiast tego podkłada pluskwy, sprawdza telefon, kontroluje.

To nie do zniesienia.

MCz: Trudno jest wybrać między ekscytacją związaną z kontrolą kogoś, poczuciem, że coś zaraz znajdziesz, a tym, że stoisz przed swoim własnym życiem i zastanawiasz się, co z nim zrobić. Dla wielu osób łatwiejszy jest ten pierwszy wariant.

DB: On daje człowiekowi straszną moc. „Patrz, jaki jestem sprytny i inteligentny! Znowu cię przyłapałem!” Dlatego nie należy tak łatwo uznawać, że w związku jest tylko jedna osoba, która ma problem i powinna się leczyć. Bo każdy związek, takim, jakim on jest, stworzyły i utrzymują obie osoby.

A czy z uzależnienia od seksu można wyjść? Uważa się przecież, że człowiek uzależniony od czegokolwiek pozostaje takim do końca życia.

MCz: Takie myślenie jest tylko jedną z prób zrozumienia uzależnień. To nie prawda objawiona. Są też inne hipotezy. Uważa się na przykład, że uzależnienie wynika z konkretnego problemu i jeżeli on zostanie rozwiązany, to i konflikt przestaje istnieć, a twoje życie jest już inne.

DB: Kończysz z tamtą historią i zaczynasz coś nowego. Ale tylko wtedy, gdy zrozumiesz, co wpędziło cię w uzależnienie.

MCz: I to jest bardziej twórcze podejście. Natomiast jeśli myślisz, że nie możesz się zmienić, to grozi ci, że będziesz sobie na wszystko pozwalał, bo przecież masz „glejt” na takie zachowanie.

Glejt, czyli taką furteczkę do mojego świata, w którym jestem bezpieczny – w głębi króliczej nory, w mojej własnej krainie czarów?

MCz: Jaka kraina czarów?! To żadna kraina czarów, to gigantyczna pułapka! Przeświadczenie, że możesz zrobić „pstryk” i coś mieć jest fałszywe. To, co wtedy masz, jest kulawe, rozczarowujące. Jest tylko cieniem tego, czego naprawdę chcesz. Prawdziwa kraina czarów jest gdzie indziej. Żeby się do niej dostać, nie możesz zatrzymać się na uzależnieniu.


Rozmawiała Magdalena Felis.

Dorota Biały — Psychoterapeutka i coach. Pracowała przez wiele lat w korporacjach, zajmowała się też ofiarami przemocy wobec kobiet. Prowadzi terapie indywidualne i grupowe.

Mikołaj Czyż — Psychoterapeuta, prowadzi terapię indywidualną, pracuje z parami i rodzinami. Pomaga osobom stającym przed życiowymi wyzwaniami i poszukującym twórczych rozwiązań. Jest współautorem bloga o psychologii związków.